Click Me Click Me Click Me Click Me Click Me

środa, 11 stycznia 2012

Sinusoida

Tak sobie dzisiaj przeczytałam to, co do tej pory naskrobałam na tym blogu. Nigdy nie byłam specjalnie stabilna emocjonalnie, ale jakoś trzymałam pozory chociaż, wiele w sobie po prostu dusiłam.

A w ciąży kompletna sinusoida. Od rozsadzającej czaszkę radości po płacz aż do mdłości... A wszystko podszyte grubą podszewką nieustannego lęku. I wszystko wywalone na wierzch. Nie idzie powstrzymać łez, nie idzie zdusić śmiechu. Słowa same cisną się na usta. Dzięki temu oczyściłam sporo relacji. Bo pierwszy raz w życiu powiedziałam, co myślę, bez zwracania uwagi na to, czy to kogoś przypadkiem nie urazi. Moje zdrowie psychiczne na tym bardzo skorzystało...


Było różnie, miałam sporo dni kompletnego zastoju emocjonalnego i umysłowego, na granicy wegetacji - paczka wafli ryżowych i sezon jakiegoś serialu zastępowały mi wszystko. Miałam sporo dni rozpadu emocjonalnego, dni wielkiej złości (najczęściej skumulowanej na Bogu ducha winnym mężu - mężu wiem, że to czytasz i wiem, że wiesz, że bardzo przepraszam :*), dni strachu co ma oczy jak wilk z bajki o Czerwonym Kapturku - tu też najbardziej cierpiał na tym mąż ;). Ale mimo wszystko największa jest radość i ciekawość jaka towarzyszy oczekiwaniu na dziecku.

Dzisiejsza technologia daje więcej możliwości, by tę ciekawość zaspokoić - na USG 3/4D widzisz, jak będzie wyglądało dzieciątko, możesz policzyć czy ma wszystkie paluszki...  Jednak mimo tych możliwości, nadal trudno jest mi - zwykłemu "zjadaczowi chleba" ogarnąć jak to się dzieje, że z mikroskopijnych komórki jajowej i plemnika powstaje pięćdziesięciocentymetrowe dziecko z pełnym wyposażeniem w serce, mózg, nerki, wątrobę, i tę całą resztę. Że ma już ustaloną ilość komórek jajowych na całe życie. Że ma rzęsy, paznokcie, i swoje zdanie na każdy temat. I że można je tak kochać jeszcze zanim przyjdzie na ten świat...

A żeby nie było, że ja tylko filozofuję to spróbujcie sobie wyobrazić ciężarną na ostatnich nogach usiłującą się seksownie wyginać w rytm tej piosenki . Zmywając przy tym naczynia. Tak, ta tańcząca Buka to ja :P

1 komentarz:

  1. A to tak na prawdę początek tej sinusoidy :). Z dzieckiem na świecie to dopiero bywa huśtawka.

    OdpowiedzUsuń