Z jego relacji wynika, a nie mam powodów, by mu nie wierzyć, mała dużo lepiej się czuła niż ostatnio. Płakała tylko chwilę a na koniec nawet bawiła się z innymi dziećmi i zaczepiała rodziców. Wrócili w dobrych humorach. :)
Mam nadzieję, że z każdymi kolejnymi zajęciami będzie coraz lepiej, że mała będzie miała z tego dużo frajdy i stanie się to taką ojcowsko-córczaną wyprawą coniedzielną. Czas tylko dla taty i dziecka. A dla mamy dwie godziny ciiiiiszy. Aż głupio ;)
PS. Czytam 'Być mężem i ojcem' Jespera Juula. Mądra książka. I wbrew tytułowi nie tylko dla facetów... Ale o niej napiszę, jak już ją skończę. Wczoraj w wannie pochłonęłam pół!
PS http://kuferek-czarownicy.blogspot.de/2013/03/zagadka-rozwiazana.html ;)
PS http://kuferek-czarownicy.blogspot.de/2013/03/zagadka-rozwiazana.html ;)





też mamy w planach jeździć na basenik :)
OdpowiedzUsuńZobaczymy co z tego wyjdzie :)
Nasz na basenie szalał ze szczęścia i często chodzimy. najpierw na zorganizowane zajęcia, a teraz już sami. Czas dla siebie - nie głupio, a korzystaj :)
OdpowiedzUsuńJa zapisze maluchy na wiosne na basen. dobrze to zrobi i im i mnie
OdpowiedzUsuńAleż zazdrościmy.
OdpowiedzUsuńMy przez bakterie musiałyśmy zrezygnować z planów chodzenia na basen:(