Mokry.
Wilgoć jest wszędzie. Okna wiecznie zaparowane. Woda non stop stojąca na framugach okiennych.
Wczoraj odkryliśmy że nam się pleśń robi w narożniku pod sufitem.
Mam ochotę zapakować Tośkę w kurtkę i uciekać stąd w pizdu. To była kropla która przelała czarę.
Całe dzieciństwo spędziłam w kamienicy na parterze, gdzie jechało wilgocią cały czas, gdzie jak się okazało później w murach był grzyb...
Nie chcę tego dla swojego dziecka.
.................
Ciężkie jest życie na obczyźnie, wiecie?
Bo siedzę całymi dniami sama z Tosią tylko, tak jak w Polsce.
Tylko że tam mogłam pójść do sklepu i pogadać z ekspedientką o przysłowiowej dupie maryni, jak miałam kryzys.
Tu nie pogadam.
Chyba nigdy nie byłam bardziej samotna niż teraz, paradoksalnie, co? Bo teraz powinno być cud miód i orzeszki bo jestem z mężem.
A figa.
I teraz do tego ten grzyb...
Mam dość.
Chcę wracać do kraju :(.





Współczuję i podziwiam.
OdpowiedzUsuńKochana, a moze warto zmienic mieszkanie? Poszukaj czegos, gdzie nie bedzie wilgoci :-)
OdpowiedzUsuńI ja na Twoim miejscu to juz dawno bym miala kontakt z rodakami! :-) Wiesz ilu
Polakow mieszka w De? I tam tez sa mamy z dziecmi :-)
Jak pojdziesz na plac zabaw z Tosia to sama sie przekonasz :-) Pozdrawiam!
zmiana mieszkania nie jest taka prosta jak się wydaje, to raz. nie chce mi się tłumaczyć z naszej sytuacji życiowej. Na placu zabaw same niemry. byłam.
UsuńMoim zdaniem lepiej się poświęcić i kontynuować życie w DE niż wracać do PL :)
UsuńA Polonia się jeszcze odnajdzie ;)
Ja sama kiedyś byłam w Douglasie w DE i swobodnie z Mamą i Siostrą obgadywałyśmy sprzedawczynię - bo miała napisane niemieckie imię. A się okazało, że Polka i po polsku do nas zaczęła mówić :P
Będzie dobrze!!!
Ech :( mówiłam, załóżmy komunę i będzie nam wesoło :) wiem, że Ci ciężko, znam tą samotność.
OdpowiedzUsuńTrzymaj sie*
OdpowiedzUsuńEch a ja zawsze od Niemcow slysze, ze my Polacy to sie zawsze. Spotkamy. Z tego, co mi sie wydaje to jestes chyba w wiekszym miescie, wiec bardzo mozliwe ze jest polski kosciol, a przy nim jakies miejsce spotkan. Nie wiem, na ile mowisz po niemiecku, ale tutaj jest duzo ofert roznych zajec dla mam z dziecmi, czasami organizowane sa tez kursy niemieckiego z towarzyszeniem dzieci. W duzych miastach czesto sa organizacje albo biura, ktore pomagaja sie asymilowac, a tam mozna poznac innych obcokrajowcow.
OdpowiedzUsuńPs. Troche zazdroszcze tych Niemek na placu zabaw, u mnie niestety glownie panie innej narodowosci i moja znajomosc niemievkiego moge sobie wsadzic...
Glowa do gory, jestes od niedawna w Niemczech, mnie tez troche zajelo, zeby nawiazac jakies kontakty.
taa spotkałam polakow w przychodni. jedyne co ich interesowało to gdzie pracuje i ile zarabia mój mąż... mieszkam w małej dziurze pod dużym miastem.
UsuńPrzytulam
OdpowiedzUsuńGlupio sie przyznac, ale mieszkam rzut beretem od A. i do tej pory widziualysmy sie dwa razy - zwyczajnie nie mam czasu. Ale jesli chodzi o mieszkanie tutaj w okolicy to nie da sie go zamienic na inne w ktorym nie bedzie wilgoci, bo to nie jest wina mieszkania tylko klimatu. Tu wilgotnosc na zewnatrz czesto jest w okolicach 90% (latem jest lepiej), prania na balkonie nie da sie wysuszyc. Jedyne co pociesza ze z reguly jakos nie robi sie grzyb w scianach a "tylko" zewnetrznie plesn i mozna ja zmyc. Dobre efekty daje wlaczanie grzejnikow i wietrzenie ale takie ze robi sie przeciag, ale przeciez nie da sie robic przeciagu z malym dzieckiem w domu.
OdpowiedzUsuńMisja katolicka w okolicy jest i spotkania tez, nawet niekoniecznie trzeba byc do tego katolikiem, ale spotkania typowe sa w piatki wieczorem no ale pewnie pozniej mozna sie prywatnie umowic. Ale ja tam nigdy nie bylam wiec nie wiem. A. jak bedziesz miala mega kryzys to dzwon, moze uda sie jakims cudem jakies popoludnie wygospodarowac i wpadniemy do was z Bartkiem. Przykro mi ze Ci tak ciezko, u nas poczatki tez byly trudne.
O.. Taka Wież Babel nasza, co? Też nie czuję się swobodnie w DE. Śmieszy mnie czasami, że za ścianą chyba z 6 polskich rodzin mieszka a ja nie mam do kogo gęby otworzyć. 2 lata już. W naszym mieszkaniu ten sam problem =/ Walczymy ze środkiem SAVO-polecam. Nasze grzybki nie lubią ciepła. Wietrzymy i mało grzejemy. Wiem, że sąsiedzi dorobili się 3D-grzybka na pół ściany (konkretnie wietrzyli i grzali z zalecenia właściciela). No nic. Łączę się w bólu, ;)
OdpowiedzUsuńu mnie same tureckie rodziny wokół. albo niemcy, w ostateczności rosjanie. polscy znajomi których tu mamy, mają swoje życie i ja to rozumiem, nikt nie będzie rzucał swoich zajęć bo matka frustratka czuje się sama.
UsuńKurcze, ciężko to czytać, tymbardziej, że sama mam w planie jechać za niemężem:) do Niemiec:)
OdpowiedzUsuńa nie myślałaś żeby się nauczyć języka? byłoby Ci łatwiej. Nie mówię od razu o szkole językowej, ale w domu....słownik, zeszyt i heja:) będzie łatwiej. I czas szybciej zleci:)
Aż mi się nie chce odpisywać... Nauczyć się słówek a posługiwać się żywym językiem, to dwie różne rzeczy i słownik niewiele pomoże... łatwo radzić, trudniej znaleźć się na tym samym miejscu.. nie każdy jest taki heja i do przodu, ja na przykład mam dużą blokadę przed mówieniem w jakimkolwiek obcym jezyku.
UsuńJesteś niemiła, wiesz. Człowiek tu do Ciebie z dobrym sercem, a Ty z taką złośliwością . Byłam w Niemczech kilka razy i zdaje sobie sprawę , że nie jest łatwo się uczyć tego języka. Ja nie jestem taka heja do przodu, sama znam tylko troszkę ten język i też ciężko mi przychodzi rozmowa.
Usuńchciałam być miła, trochę rozładować Twój smutek, a spotkałam się z czymś takim.
wybacz jestem w tej chwili matką frustratką i 'złote rady' typu 'naucz się języka' czy 'zmień mieszkanie' średnio mnie bawią... bo to łatwo i fajnie wygląda jak się komuś radzi. zamieszkaj tu, zderz się z tą rzeczywistością i wtedy pisz mi złote rady.
UsuńRozumiem doskonale, tylko skoro postanowiłaś napisać o tym na blogu, musisz się liczyć, że każdy coś od siebie napisze. Jeden o mieszkaniu, drugi o nauce języka. Po to jest opcja " dodaj komentarz ". Poza tym ja Ci nie dałam złotej czy srebnej rady, tylko zapytałam
UsuńNo dupa z tym wszystkim....
OdpowiedzUsuńAkcję z grzybem znam doskonale bo znalazłam ogromnego za lodówką jakiś czas temu. Odczucia moje identyczne - Dziecko w kurtkę i wiaaać przed siebie!
Nic mi nie mów... Fuuuuu!!!!!!!!!!!!!!!
UsuńNie mam żadnych rad ani złotych ani srebrnych, Nigdy nie byłam w takiej sytuacji.
OdpowiedzUsuńPozostaje mi trzymać kciuki, żeby grzyb szybko zniknął i wszystko się ułożyło.
Niemcy już na zawsze z grzybami będą mi się kojarzyć. Dopiero co pozbylismy się dwuch (w sypialni i salonie) a tutaj nowy znaleźliśmy w małym pokoju.... Janie wiem po cholerę tutaj te tapety skoro jest wilgotno a one te wilgoć wchłaniają i potem te czarne plamy się pojawiają.... Ściągnij tapetę bo może jeszcze ściana nie została zarażona a dla pewności popsikaj sprejem. W budowlanym powinni Twojemu Mężowi doradzić. Myśmy teraz kupowali. Jutro napisze nazwę. W prawdzie wzięliśmy ten z chlorem ale był też drugi bez!
OdpowiedzUsuńMy już ponad rok w Niemczech siedzimy i wciąż ani jezykaniw znam, ani większych przyjaciół nie mam. Na całe szczęście w przedszkolu wychowawczyni jest Greczynką i dogaduje się bez problemów. W grupie Córki jest także kilkoro polskich dzieci i mogę czasem pogadać tez w swoim języku :D Pamiętam jak na samym początku gdy patrzyłem latem przez okno i widziałam grupy mam rozmawiających to płakać mi się chciało bo ja po niemiecku nie mówię i się wstydziłabym tam do nich iść. Teraz już się przyzwyczaiłam do tej samotności i jakoś leci czas....
Powodzenia życzę i trzymaj się mocno :))
Pozdrawiam
odgrzybiacz już mamy, podobno skuteczny, dzisiaj mąż będzie działał... a jaka śliczna łososiowa ta pleśń :P Nie tam czarna czy coś, śliczny jasny łosoś :P no i nabyliśmy elektryczny osuszacz powietrza, i wiesz co, od wczoraj nie mamy wody na oknach :D :D :D
Usuń