No! Dziecko mi zaczęło jeść.
Wzięłam ją na spacer, bez wózka, po pół godziny tuptania po powrocie padła na dwugodzinną drzemkę a po niej zjadła michę obiadu a teraz je banana!
A jutro.... Jutro pierwszy basen! w końcu się udało, zapisaliśmy małą na początek na pięć zajęć i jak jej się spodoba to będziemy dalej chodzić.
I jeszcze jutro usiądę do maszyny i będę się pocić i czarować... Mam w planach bluzeczkę, sukienkę, spódniczkę i płaszczyk. Zacznę od spódniczki na zachętę bo najprostsza. :P
Coby odgonić od siebie wizje pleśni upiekłam chleb i chyba na pocieszenie wyszedł wielki, wysoki i rumiany i paaaachnie w całym domu...





:)) czuję ten chlebem tu u siebie!
OdpowiedzUsuńHej..pachnący chlebek ..ale smaka mi zrobiłas ,,pozdrawiam MARTA
OdpowiedzUsuńOj zazdroszczę umiejętności szycia ;)
OdpowiedzUsuńczy ja juz pisałam że Was uwielbiam ???:D
OdpowiedzUsuńNo pierwszy tuptany spacer to jest coś :)
OdpowiedzUsuńmam nadzieję że pochwalisz się uszytymi ubrankami :-)
OdpowiedzUsuń