Doczekałam się, że moje dziecko zjada michę obiadu. Nie kilka łyżek, nie pół słoiczka. Michę.
Wystarczyło poczekać, aż zacznie biegać! Teraz rano zjada bułę, sama, do drzemki mleko, po drzemce obiad porządny, mleko znów i na kolację albo buła albo je z nami trochę naszego obiadu jeśli może. Wczoraj na przykład szare kluski ;) No i tu jakieś ciacho, tam kawałek banana...
Efekt taki, że dziś zważona Tosia ma 9200. Czyli w dwa tygodnie 400g!
A po sutym obiedzie szczotki idą w ruch. Trzeba zęby umyć i włosy uczesać ;)






U nas tez coraz wiecej Zoska je:) ogromna jest wtedy satysfakcja i tez przypisuję to raczkowaniu i lataniu po mieskzaniu, wczesniej pewnie zapotrzebowanie kaloryczne było mniejsze
OdpowiedzUsuńbrawo!
OdpowiedzUsuńzdjęcie boskie!!!
OdpowiedzUsuńTosia to teraz jadek jak się patrzy:)
ale cudnie sama dzis pisalam o zyywieniu. mam nadzieje ze i moja tak bedzie jak twoja hihi boje sie niejadkow :P
OdpowiedzUsuńBardzo mi sie tu u Ciebie podoba :) zapraszam i do nas moze Cie cos zainteresuje pozdrawiam http://dzieciozmaganiamatki.blogspot.co.uk/
I niech taki apetyt się jej trzyma ciągle.
OdpowiedzUsuń